Dlaczego od ponad 20 lat nie powstał w Polsce nowy park narodowy

Ostatni park narodowy w Polsce utworzono w 2001 roku. Od tamtej pory nie przybył ani jeden, choć gotowe projekty — Puszcza Karpacka, Jura, Mazury — czekają w szufladach. Razem chce odblokować tworzenie parków — zakładać nowe, powiększać istniejące i spiąć obszary chronione w jedną sieć.

Morskie Oko — górskie jezioro w Tatrzańskim Parku Narodowym otoczone szczytami Tatr Wysokich

Ostatni park narodowy w Polsce powstał w 2001 roku — Park Narodowy „Ujście Warty" w widłach Warty i Odry, gdzie zatrzymują się dziesiątki tysięcy ptaków. Od tamtej pory minęło ponad dwadzieścia lat i nie przybył ani jeden nowy park, mimo że gotowe projekty leżą w szufladach od dekad: Puszcza Karpacka na południowym wschodzie, Jura Krakowsko-Częstochowska, mazurskie jeziora. Razem chce ten zastój przełamać — zakładać nowe parki, powiększać te, które już są, i połączyć rozproszone dziś rezerwaty, parki krajobrazowe i obszary Natura 2000 w spójnie zaplanowaną sieć.

Dwadzieścia lat w miejscu

Polska ma dziś 23 parki narodowe o łącznej powierzchni około 317 tys. hektarów, czyli mniej więcej 3,17 tys. km² — to około 1% powierzchni kraju. Dla porównania parkami krajobrazowymi i innymi, słabszymi formami ochrony objęto wielokrotnie większy obszar. Najściślejsza ochrona, ta parkowa, obejmuje więc zaledwie skrawek Polski.

Park Narodowy „Ujście Warty" utworzono rozporządzeniem Rady Ministrów z 19 czerwca 2001 r. (Dz.U. 2001 nr 67 poz. 681), które weszło w życie 1 lipca 2001 r. W 2026 roku park obchodzi więc ćwierćwiecze — i przez cały ten czas pozostaje najmłodszym parkiem narodowym w kraju. Dwadzieścia trzy lata bez ani jednego nowego parku nie wynikają z braku cennych przyrodniczo miejsc ani z braku pomysłów — decyduje o tym jeden przepis.

Skąd bierze się ten zastój

Do 2000 roku o utworzeniu parku narodowego decydował rząd, po zasięgnięciu opinii samorządów. Nowelizacja przepisów odwróciła tę logikę: dziś ustawa o ochronie przyrody (art. 10) wymaga, by utworzenie parku albo zmiana jego granic zostały uzgodnione z radami gmin, powiatów i sejmikami z terenu, którego mają dotyczyć. Uzgodnienie oznacza tu zgodę wiążącą, a nie zwykłą opinię. Wystarczy, że jedna rada gminy powie „nie", i projekt upada.

W praktyce oznacza to samorządowe weto. Rzecznik Praw Obywatelskich zwracał uwagę, że wymóg uzyskania wiążącej zgody lokalnych rad skutecznie blokuje obejmowanie ochroną najcenniejszych przyrodniczo terenów. Rady, na które naciskają lokalne grupy interesu — właściciele gruntów, branża drzewna, inwestorzy liczący na zabudowę albo turystyczną eksploatację — wolą trzymać teren poza reżimem parku, bo park oznacza twarde ograniczenia w wycince, zabudowie i polowaniach. Argument o „zabieraniu gminom rozwoju" pada regularnie, choć doświadczenie parków już istniejących pokazuje raczej odwrotnie: chroniona przyroda przyciąga ruch turystyczny i pieniądze, które w niej zostają.

Skutki tego układu widać nie tylko w parkach, których nie ma. Bywa, że zamiast powiększać, próbuje się parki uszczuplać. W 2019 roku Ministerstwo Środowiska przygotowało projekt zmniejszenia Świętokrzyskiego Parku Narodowego o fragment szczytu Łyśca — Razem ostro się temu sprzeciwiło, przypominając, że ustawa dopuszcza zmniejszenie parku wyłącznie w razie bezpowrotnej utraty jego wartości. Kierunek powinien być przeciwny: nie okrawać granic, tylko je poszerzać.

Projekty, które czekają

Najdalej przygotowany jest park w Puszczy Karpackiej — jednym z ostatnich w Europie fragmentów puszczy z naturalnymi lasami, rysiem, wilkiem i żubrem. Przyrodnicy dokumentują tam wartość tego lasu od lat, a mimo to najcenniejsze drzewostany wciąż trafiają pod piłę Lasów Państwowych. Drugi projekt to park na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej z jej wapiennymi ostańcami i jaskiniami, trzeci — na pojezierzu mazurskim. Każdy z tych obszarów ma gotowe opracowania naukowe i lokalnych obrońców; brakuje im wyłącznie zgody samorządów, którą obecne prawo czyni warunkiem koniecznym.

Sieć obszarów chronionych w Polsce jest przy tym poszatkowana. Park narodowy sąsiaduje z terenem bez żadnej ochrony, korytarze, którymi wędrują zwierzęta, przecinają drogi i nowe osiedla, a poszczególne formy ochrony — parki, rezerwaty, Natura 2000 — planuje się w oderwaniu od siebie. Zwierzęta i rośliny potrzebują ciągłości: możliwości przemieszczania się, wymiany genów, ucieczki przed suszą czy pożarem. Pojedyncza wyspa zieleni pośród pól i zabudowy tej ciągłości nie zapewnia.

Co proponuje Razem

Założymy nowe i powiększymy istniejące parki narodowe, dofinansujemy instytucje ochrony przyrody, wzmocnimy ochronę zagrożonych gatunków. Konsekwentne planowanie przestrzenne posłuży budowie spójnej sieci obszarów chronionych.— Deklaracja programowa Partii Razem (2025), rozdz. „Przyroda — dziedzictwo, nie zasób”, partiarazem.pl

W praktyce oznacza to kilka konkretów:

  • Nowe parki narodowe tam, gdzie projekty są gotowe — w pierwszej kolejności Puszcza Karpacka, Jura Krakowsko-Częstochowska i Mazury, po dwóch dekadach czekania.
  • Powiększanie parków już istniejących, zamiast okrawania ich granic pod naciskiem lobbystów.
  • Dofinansowanie instytucji ochrony przyrody i wzmocnienie ochrony gatunków zagrożonych — bo park bez ludzi, budżetu i egzekwowanych zakazów zostaje ochroną tylko na papierze.
  • Spójna sieć obszarów chronionych budowana przez konsekwentne planowanie przestrzenne — parki, rezerwaty i korytarze ekologiczne planowane razem, a nie osobno.

Warunkiem wstępnym każdego z tych punktów jest odblokowanie samej procedury: dopóki utworzenie parku zależy od wiążącej zgody każdej rady gminy z osobna, kolejne projekty będą lądować w szufladzie. Interes ogólnokrajowy — ochrona przyrody, która jest wspólnym dziedzictwem, a nie lokalnym zasobem do wyeksploatowania — musi ważyć więcej niż weto pojedynczego samorządu.

Ta sama presja, która blokuje nowe parki, spycha zabudowę na tereny cenne przyrodniczo: taniej postawić bloki na dawnym polu czy nad jeziorem niż w zwartym mieście, a koszty rozlania się betonu ponoszą wszyscy. O tym, dlaczego chaotyczna zabudowa jest najdroższym sposobem budowania i jak jej zapobiegać, piszą autorzy serwisu o mieszkaniach: Osiedla, nie sypialnie — chaos przestrzenny kosztuje nas dziesiątki miliardów rocznie.

Źródła i dalsza lektura